CZYTAJCIE NOTKĘ :)
~Rozdział 12~
*Jessy*
[...] Damon rzucił się przedemnie i Niall'a. Ochronił go.
- Ty debilu!!!!!! On miał dostać a nie ty... Jprdl... - powiedział Hazz- Niewinnych ludzi się nie zabija... - powiedział Damon
- NIewinnych nie. Ale tego chuja tak. - odpowiedział Harry
- Debil z cb Styles!!!! On niczego nie zrobił i on niczego nie zrobił, to Jess wybiera z kim jest, a nie ty wariacie!!!! Ała..... Jessy. Mam prośbę...
- Tak Damon? - zapytałam płacząc przy tym
- Zapamiętaj mnie takim jakim byłem. a nie takim jakim się stałem.
- Damon ty zawsze będziesz moim przyjacielem. Nie odchodź. Stracę najlepszego i jedynego przyjaciela. Nie mam już przyjaciół. Oprócz Liam'a, Louis'a i Niall'a oczywiście.
- Nie mów tak Jess. A Jack, Amelia i Miriam?
- One nie chcą mnie znać a Jack wyjechał.
- Jessy jestes niesamowitą dziewczyną, na dowód tego przykładem jest walka 3 chłopaków o Ciebie.
- Trzech?!?!? - krzyknął wyraźnie wkurzony Loczek.
- O Harry! Nadal tu jesteś jełopie? - zadrwił sobie Damon.
- Tak, jestem i wytłumacz mi o co chodzi z tymi trzema facetami!
- Chodzi o to że o naszą małą Jess walczą aż trzej faceci. Ty, Niall i Zayn. - powiedział Damon
*Harry*
To co powiedział ten świr zupełnie mnie zszokowało. ZAYN?!?!?!? Serio? Przecierz on miał Perrie... Pomińmy zawsze był dziwny... Flirtował z wieloma laskami, a te gdy się dowiadały rzucały go.
- Jaja sobie robisz? Zayn? Na serio on?- To nie wszysko on...... - zaczął Damon, ale nie skończył, bo głowa zaczęła mu delikatnie zsuwać się na kolana Jessy. BOŻE CO JA ZROBIŁEM!?!?!?!?!?
- Stary przepraszam... słyszysz mnie? Przepraszam Ciebie i Niall'a za to co wam zrobiłem... Wybaczcie mi!!!! Damon??? - tak jak myślałem. Damon nie żyje. KURWA. A Niall? Co z nim?!
- Niall? - zwróciłem się do blondyna.
- Spoko ziom. Tobie zawsze wybaczę. - powiedział ochrypniętym głosem, a na dźwięk tych słów łzy poleciały mi srumieniami.
- Stary, naprawdę Cię przepraszam... - powiedziałem i przytuliłem się do niego. - Jessy Ciebie też...
- Tak kurwa teraz to sobie możesz chuju!!!!! - powiedziała- nie rozumiem...
- NIE ROZUMIESZ???? - krzyknęła zbulwersowana Jess. - Już Ci tłumaczę pedale, zastrzeliłeś mojego przyjaciela, zagłodziłeś na śmierć mojego chłopaka i jeszcze próbowałeś go zastrzelić!!!!!
- Jess ja naprawdę przepraszam, i żałuję tego co zrobiłem...
- Oj Harry, Harry myślę że policja i sąd nie dadzą Ci spokoju przez najbliższe 69 lat i do końca życia zostaniesz w kiciu. ZGNIJESZ TAM STYLES CHUJU!!! - dlaczego ona mi nie wybaczy....
*Jessy*
Debil. NIenawidzę go. I on myśli że ja mu wybaczę?!?! Hahahahhahahhaha good joke. -.- Dobra ten chujek mnie nie obchodzi. Muszę zawieść Niall'a do szpitala*.
KILKA GODZIN PÓŹNIEJ
W SZPITALU
*Jessy*
- Dzień dobry. Nazywam się Jessica Sky. To mój chłopak NIall Horan.
- Dobry. - przywitał się Horan.
- Ten "Najal" Z Łan Dajrekszon? - powiedziała pielęgniarka*.
- Yyyyyyy...... tak ten "Najal". Jesteśmy umówieni do Dr. Mirosława Bzyczka*. Może go pani zawołać? Byłabym wdzięczna.
- A mogę prosić o autograf?- Może potem. Nie jestem w najlepszej formie. - powiedział Niall.
- Ale to dla córki. Eve. Proszę... -powiedziała i pokazała zdjęcie*.
- nie rozumiesz do jasnej cholery? Wołaj doktora kobieto!!!! wydarłam się na cały szpital, a ludzie popatrzyli na mnie jak na debila, a Niall chichotał pod nosem, ale spojrzałam na niego grożnym wzrokiem i przestał.
- Dobrze już idę po doktora. I proszę nie krzyczećna cały szpital jak jakiś psychopata. - powiedziała kobieta.
- Oj Jess. Jakaś ty stanowcza. Aha ha ha ha ha ha ha
- Niall uspokój się i nie wyśmiewaj mojego zachowania, bo ja chcę dla Ciebie jak najlepiej...
- Rozumiem i przepraszam jeśeli Cię uraziłem, ale jak to ci wiadomo ja nigdy nie tracę humoru, tak jak Louis.
- Tak, Niall wiem o tym. Kocham Cię wiesz?
- Wiem i też Cię kocham <3 - powiedział na co pocałowałam go w usta.
- Panno Sky? - usłyszałam głos pielęgniarki - Doktor Bzyczek wzywa Panią i Niall'a.- Idziemy. - powiedziałam i popchałąm wózek na którym siedział mój wygłodzony i zmarznięty chłopak. Biedaczek. On był dla mnie wszystkim. Miałam tylko jego. No i jeszcze Liam'a i Louis'a i Jack'a. Nie wspominałam o tym, kłamałam że ze mną mieszkają, ale wolałam zostawić to dla siebie: kiedy byłam mała (ok. 5 - 6 lat) moi rodzice zginęli w pożarze. Ja tez mogłam umrzeć ale jakimś cudem lekarze mnie uratowali, a po tym całym zdarzeniu na plecach została mi wielka blizna... BLEEEEEEEEE...... ochyda. wolę o niej nie wspominać.
- Witam. Doktor Bzyczek. W czym mogę państwu pomóc?
- Jessica Sky, miło mi. Więc tak to jest Niall i on był głodzony i więziony i byłabym panu wdzięczna za zbadanie i "magiczne uleczenie" go.
- Proszę się nie martwić Jessico, zrobimy co w naszej mocy aby uleczyć pani chłopaka - powiedział i puścił do mnie oko. Wychodząc z sali spojrzałam jeszcze raz na Niall'a i rzuciłam
- trzymaj się misiek. Jakby co jestem na korytarzu.
- Jessy?
- Tak Niall?
- Obiecaj mi coś. Obiecaj że nigdy mnie nie opuścisz, bez względy na to jaki będę.
- Obiecuję. - powiedziałam, podeszłam do niego i pocałowałam Go w jego piękne blade usta. Wyszłam. Siedzę na korytarzu.
*dddrrrryyyyyńńńńń*
Zadzwonił telefon. Spojrzałam na wyświetlacz i pokazało się 'Liam'.
- Halo? - zapytałam
- Hej Jess, jak tam Niall? Znalazła Go?
- tak i jesteśmy u doktora.- to dobrze ulżyło mi. Podziękuj Damonowi ode mnie OK?
- Damon nie żyje. Harry go zastrzelił.
-WTF? CO? Styles jest zdolny do wszystkiego, ale nie zrobił by tego.
- Ale zrobił. Chciał strzelić w Niall'a ale Damon go zasłonił i... dalej chyba ci nie muszę tłumaczyć. Myślę że się domyślasz.
- O mój boże... Zadzwoniłaś na policję?
- Chciałam, ale Niall powiedział żebym nie martwiła się bo on nie jest zły na Hazzę i że nie zamierza pojawić się w sądzie na rozprawie.
- Jess moim zdaniem powinnaś iść na rozprawę... A propos kiedy ona jest?
- Za miesiąc. Mniej więcej.
-Aha. Wiesz jak lubię Harry'ego ale... A gdzie on teraz jest? - zaptał Liam, a ja zorientowałam się że nie wiem. FUCK.
- Liam nie mam zielonego pojęcia.
- Jessy poszukaj Go. Nie wiadomo do czego jest zdolny w tej chwili.
- Ale nie zostawię Niall'a samego!
- Spoko przyjadę z Lou i Zayn'em. A ty w tym czasie pojedziesz poszukać Hazzy OK?
- Dobrze, ale przyjedź bez Malika. Proszę.
- Skoro tak chcesz. A coś się stało?
- Potem Ci powiem. Cześć.
- To ty już jedź, a my zaraz będziemy. Pa. - powiedział i rozłączył się. Wychodząc ze szpitala powiedziałam do pielęgniarki.
- Gdyby MÓJ CHŁOPAK pytał się gdzie jestem, proszę mu powiedzieć, że musiałam na chwilę wyjść. Do widzenia.
- mhm... Do widzenia. - powiedziała. A ja pojechałam go szukać.
*Harry*
[włącz to*. i przecz. tłumaczenie jeśli nie rozumiesz*]
Moje życie jest bez sensu. Jak mogłem być takim dupkiem. Zabiłem Go...- KURWA ZABIŁEM!!! - krzyknąłem
Muszę to zrobić. Muszę skoczyć. Nachyliłem się nad ulubionym miejscem moim i Jessy gdy jeszcze byliśmy razem. Mostem*.
Skaczę. Teraz albo nigdy. Powiedziałem sobie i..........
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Koniec :*I jak?
CZYTASZ = KOMENTUJESZUWAGA!!!!!NASTĘPNY ROZDZIAŁ DODAM PO 4 KOMENTARZACH!!!!!!!!!
~Alice <3

Fajny, pisz dalej :)
OdpowiedzUsuńNext please <3
OdpowiedzUsuń